O tenisie.O podwójnych klopsach serwisowych, niewymuszonych błędach i crossing-volleyach na największych arenach świata. Tytuł z inspiracji wypowiedzi taty Radwańskiego.

Blog > Komentarze do wpisu

WIELKI MECZ W MELBOURNE

W piątek ok. 9.30 polskiego czasu wyjdą na kort w Melbourne Jo-Wilfried Tsonga i Roger Federer, by stoczyć półfinałowy bój w Australian Open. To mecz, po którym obiecuję sobie wiele emocji i wiele spektakularnych, czysto tenisowych przeżyć. Oddam głos innym.

Według wielu ekspertów jedynym, który mógłby w Australii pokonać Federera był ten, który na mistrzostwach ATP w Londynie i niedawno w Doha ograł go, jednocześnie pokazując tenis nieziemski. Nikołaj Dawidienko. Atleta. Z każdym uderzeniem wypracowanym - to słuszne porównanie Kuby Ciastonia z "GW" i Sport.pl - niczym w grze komputerowej. Bezbłędny. Nie do ugryzienia. Z każdą piłką lepszy, twardszy, dokładniejszy. Prowadził ze Szwajcarem 1:0 w setach, miał go w drugim na widelcu (3:1 i 40:15)...

Federer u Matsa Wilandera w programie "Gem, Set, Mats" w Eurosporcie. Pytany, co się stało na początku meczu z Dawidienką, jak zdołał odwrócić losy pojedynku. Wolne tłumaczenie: "Well, zawsze, gdy wiem, że gra toczy się do trzech wygranych setów, po pierwszym przegranym myślę sobie - nic to. W połowie drugiego łapię się na tym, że już czas i zaczynam wygrywać".

Geniusz.

Wojciech Fibak w tie-breaku pierwszego seta meczu Tsongi z Novakiem Djokoviciem nazwał go i Wilanderem, i Connorsem, i Beckerem, i Agassim, a po ostatnej piłce partii nawet Lendlem, zachwycony jego serve & volley. To było wspaniałe oglądać najpierw, jak Francuz przegrywa III seta puszczając 13 (!!!) piłek pod rząd, a potem podrywając się w IV i V secie, kiedy Novak już cierpiał katusze i (trochę) skrywał słabości za chorobą. Tsonga odpowiedział Courierowi po meczu, kiedy zobaczył, że rywal choruje: - Pięć lat temu.
Wtedy pierwszy raz Serb czynił dziwactwa na korcie, nagle osłabł i salwował się ucieczką z kortu. Albo cierpi na jakąś taemniczą niewydolność, albo musi pomóc sobie psychicznie.

14 piłek pod rząd przegrał Andy Murray w półfinale z Ciliciem!!! Też - jak Tsonga - wygrał. Po drodze pokazał uderzenia, które na 100 lat zawisną w galeriach najlepszych materiałów wideo. Tylko ci dwaj mogą zatrzymać jeszcze Króla Rogera w drodze po kolejny tytuł wielkoszlemowy. Czy szalony i spontaniczny, ale nader często niedokładny Tsonga? Czy dopiero Szkot, który odpocznie sobie dzień dłużej niż Szwajcar (co za bzdurna niesprawiedliwość!). A może nikt?

Federer grać dziś bowiem potrafi tenis nieogarniany przez najlepszych rywali nawet w najlepszej formie. Porównań Fibakowi zabraknie, Courierowi dobrych pytań, Wilanderowi czasu antenowego.

PS: Komunikat - urodzin nie będzie.

piątek, 29 stycznia 2010, bartosz.raj